|

Tajlandia 2025 cz. II
Copyright (c) 2025 by Radosław Botev
<<<<<<----- Wróć do początku relacji z podróży po Indochinach
Ajutthaja
Podróż z Bangkoku do Ajutthaji
Chcąc dostać się z Bangkoku do miasteczka Ajutthaja (Ayutthaya) należy wsiąść w busa odjeżdżającego z Mochit New Van Terminal. Miejsca tego nie należy mylić z położonym tuż obok dużym gmachem północnego dworca autobusowego Chatuchak, oznaczanego na mapach także jako Mo Chit 2. Właściwy dworzec dla minibusów odjeżdżających do Ajutthaji znajduje się naprzeciwko – pod wielką uliczną estakadą.
Bilety możemy nabyć już wcześniej przez Internet, korzystając chociażby z portalu 12Go.
Kupuje się je na konkretną godzinę, ale jeśli pojawimy się na dworcu
wcześniej, rezerwacja zostanie zmieniona. Podróż z Bangkoku do Ajutthaji
trwa półtorej godziny.
Historyczne miasto Ajutthaja
Głównym
powodem, dla którego zdecydowałem się odwiedzić miasteczko Ajutthaja
pod Bangkokiem, są zlokalizowane tutaj, wpisane na listę dziedzictwa
UNESCO ruiny historycznego miasta.
Jest to rozległy kompleks archeologiczny obejmujący pozostałości
założonego w połowie XIV wieku i istniejącego do XVIII wieku ośrodka
cywilizacji Tajów. Była to niegdyś tętniąca życiem metropolia, którą
jednak ostatecznie zniszczyły najazdy Birmańczyków.
Znajdziemy tu między innymi kamienne stupy, kolumny i wieże zwane prangami,
a także fragmenty posągów. Całość rozrzucona jest na obszarze prawie
300 hektarów i obejmuje szereg świątyń, z których odwiedziłem tylko tę
najbliższą, zwaną Wat Ratchaburana. Można tu wspiąć się po kamiennych schodach na wysoki prang, z którego roztacza się widok na okolicę.
Galeria zdjęć - Wat Ratchaburana, historyczne miasto Ajutthaja
(kliknij, żeby powiększyć)
|
|
|
|
|
Pływający targ
Spod historycznych ruin pojechałem taksówką na drugi koniec miasta. Znajduje się tutaj pływający targ (talāt nām).
Pływające targi są typowe dla Azji Południowo-Wschodniej i wywodzą
się z czasów, gdy rzeki były głównymi szlakami transportu. Ich ideą jest
sprzedawanie towarów bądź z łodzi, bądź też z samego brzegu dla
klientów podpływających łodziami. Zwykle odwiedzenie takiego targu
powoduje, że stajemy się świadkami malowniczej feerii barw: łodzie
wypełnione owocami, przyprawami i lokalnymi potrawami tworzą żywy obraz
codziennego życia lokalnych mieszkańców nad wodą.
Niestety okazuje się, że pływający targ w Ajutthaji to
akurat bardziej „cepelia“ dla turystów i niewiele ma wspólnego z
autentycznym, lokalnym kolorytem. Gdyby ktoś jednak chciał odpocząć od
zwiedzania ruin nad wodą (i wydać 200 bahtów na bilet wstępu), może pokusić
się o krótką wizytę.
Galeria zdjęć - pływający targ
(kliknij, żeby powiększyć)
|
|
|
|
|
Obóz słoni
W bezpośrednim sąsiedztwie pływającego targu natknąłem się na ośrodek zwany obozem słoni (Pang Chang Ayothaya), czyli miejsce, w którym turyści mogą za odpowiednią opłatą odbyć półgodzinną przejażdżkę na słoniach.
Nie skorzystałem z tej oferty – w takich miejscach zapala mi się
czerwona lampka i przypominają idee odpowiedzialnej turystyki, zgodnie z
którymi nie należy opłacać atrakcji opartych na wykorzystywaniu
zwierząt.
Obejrzeć sobie słonie można było na szczęście za darmo.
Na tym zakończyła się moja podróż po Ajatthuji, jak i po całych
Indochinach. Wróciłem do Bangkoku takim samym minibusem, jakim wcześniej
przyjechałem do Ajatthuji. A wieczorem wsiadałem już do samolotu Saudia Airlines na lot do Włoch. Ale to już zupełnie inna historia.
Koniec relacji z podróży po Indochinach
|