Meczet Narodowy Malezji
Meczet powstał jako symbol uzyskania przez Malezję niepodległości od Wielkiej Brytanii i był największym meczetem w kraju do końca lat osiemdziesiątych, gdy wielkością przewyższył go główny meczet w pobliskim mieście Shah Alam. Do dzisiaj pozostaje jednak ważnym muzułmańskim ośrodkiem Malezji. Do meczetu można łatwo dojechać metrem – od stacji Masjid Negara przejdziemy dość dobrze oznakowaną trasą najpierw nadziemną kładką, później przejściem podziemnym. Masjid Jamek Sultan Abdul Samad
Został zaprojektowany przez brytyjskiego architekta Arthura
Benisona Hubbacka w stylu indo-saraceńskim i otwarty w 1909 roku. Budowę
sfinansowano częściowo z funduszy społeczności malajskiej i rządu
kolonialnego. Do 1965 roku pełnił funkcję głównego meczetu Kuala Lumpur, zanim zastąpił go Meczet Narodowy. W późniejszych latach świątynię rozbudowywano, przebudowywano dziedziniec, i naprawiono kopułę, która zawaliła się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. W 2017 meczetowi nadano mu nazwę upamiętniającą sułtana Abdula Samada. W okolice meczetu można sprawnie dojechać metrem – tuż obok znajduje się stacja Masjid Jamek. Plac Niepodległości
W latach 80. XIX wieku teren ten,
wcześniej bagnisty, został osuszony i wyrównany, aby służyć jako plac
musztry oraz boisko do krykieta i rugby. W kolejnych latach w otoczeniu
placu powstały ważne budowle kolonialne: w 1897 roku gmach Sułtana
Abdula Samada, następnie poczta główna, sąd najwyższy i inne urzędy
państwowe. Plac stopniowo stawał się centrum administracyjnym i towarzyskim
Kuala Lumpur.
Najważniejsze wydarzenie miało miejsce w 1957
roku, gdy opuszczono flagę brytyjską i po raz pierwszy uroczyście
podniesiono flagę Malezji, co symbolicznie zakończyło okres kolonialny.
Od tego czasu plac stał się głównym miejscem obchodów Dnia
Niepodległości oraz innych uroczystości państwowych. Historyczne centrum Kuala Lumpur
W rejonie historycznego centrum natknąłem się także na uliczny targ przy bocznej uliczce Jalan Benteng. Sprzedaje się tu wszelkiego rodzaju żywność – od przypraw po gotowe dania przyrządzane na miejscu. Jak zawsze jak w takich miejscach miałem okazję do obserwacji miejscowej ludności. Katedra św. Jana Ewangelisty
Chociaż obecnie kościół stoi pośrodku ruchliwej i gwarnej dzielnicy
miasta, pod koniec XIX wieku, gdy wzniesiono w tym miejscu pierwszą
drewnianą świątynie, wokół rozciągała się jeszcze wilgotna i podmokła
dżungla. Obecny murowany kościół z białą fasadą i dwiema wieżami od
zachodniej strony wzniesiono w latach pięćdziesiątych, a dekadę później
wyniesiono go do rangi katedry. Wnętrze zdobią witraże sprowadzone z
Paryża, przedstawiające sceny ewangeliczne z udziałem apostoła Jana. Parafia, początkowo gromadząca głównie obcokrajowców i społeczność eurazjatycką, a obecnie mająca charakter wielokulturowy, prowadzi aktywną działalność misyjną – na bramie znajdziemy baner zachęcający do przyjęcia katolicyzmu. W wielowyznaniowym społeczeństwie Malezji takie działania mają szczególną rację bytu. Jak na stolicę byłej kolonii brytyjskiej przystało, w Kuala Lumpur
znajdziemy także katedrę anglikańską. Mowa o katedrze św. Marii (Katedral St. Mary Si Perawan),
zlokalizowanej w bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianego wyżej placu
Niepodległości. Notuję w pamięci, aby dokładnie obejrzeć ten kościół
przy ewentualnej kolejnej wizycie w Kuala Lumpur. Jaskinie Batu
W naturalnych jaskiniach krasowych, do których wiodą dzisiaj wysokie,
strome schody, w XIX stuleciu zbudowano szereg hinduistycznych świątyń.
Trafiłem akurat na rytuał arati: kapłan wychodził
z zapalonym świecznikiem do wiernych, a ci przesuwali dłonie ponad
płomieniami, wznosząc w myślach modły do swoich bogów. Coś podobnego widziałem swego czasu w indyjskim Waranasi, tam jednak miał było to całe święto, tutaj zaś chodziło raczej drobny rytuał, który – odniosłem wrażenie – odprawiany jest wielokrotnie w ciągu dnia. Na tym zakończyłem moją wizytę w Malezji. Będąc jednak tylko w
stolicy, nie mogę powiedzieć, żebym wystarczająco dobrze poznał ten
kraj, będę więc musiał tu jeszcze kiedyś powrócić. Na razie jednak
czekała na mnie Kambodża. O tym jednak już na kolejnych stronach. Przejdź do dalszej części relacji z podróży po Indochinach ------>>>>>>>>
|
|