Forum Viatoris

Dookoła świata 2026

Copyright (c) 2026 by Radosław Botev

Dookoła świata 2026 - trasa podróży - Radosław Botev
Trasa podróży dookoła świata

Wstęp

Nie ma chyba podróżnika, który nie marzyłby o podróży dookoła świata. Dla mnie w końcu przyszedł czas na zorganizowanie takiej wyprawy w 2026 roku. Plan zakładał w miarę równomierne rozłożenie przystanków w podróży między odwiedzanymi kontynentami, przy czym osobiście uważam, że podróż dookoła świata nie ma sensu bez odwiedzania wysp południowego Pacyfiku. Prawie wszędzie indziej można przecież dotrzeć, kupując po prostu bilet w dwie strony bez konieczności okrążania globu. Tymczasem Pacyfik znajduje się na tyle daleko, że podróż powrotna zajęłaby w sumie tyle samo czasu i nakładów, co dalsza podróż wokół globu.

Istnieją dwa podstawowe sposoby zakupu biletów lotniczych na podróż dookoła świata. Pierwszy – znacznie droższy – zakłada zakup specjalnego biletu Round-the-world od jednego z sojuszy linii lotniczych. Podróżujemy wtedy liniami danego sojuszu zgodnie z regułami przewidzianymi dla takiej taryfy, a dotyczącymi m.in. liczby przystanków po drodze. Zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że otrzymamy cały bilet na jednej rezerwacji i w razie odwołania lub opóźnienia lotów, zostaniemy bezpłatnie przeniesieni na inny lot. Wadą jest cena - biletów takich, nawet przy maksymalnie okrojonej trasie, raczej nie kupimy za cenę poniżej 15, a często nawet i 20 tysięcy złotych.

Drugą możliwością jest samodzielne złożenie trasy z dostępnych na rynku połączeń, przy czym wówczas – jeżeli spóźnimy się na dany rejs, to po prostu nam on przepada. Ze względu na koszty zdecydowałem się jednak właśnie na takie rozwiązanie.

Trasa podróży

Podróż rozpocząłem od przelotu Polskimi Liniami Lotniczymi LOT do czeskiej Pragi, skąd początkowo planowałem polecieć tanią turecką linią Pegasus przez Stambuł do Kuwejtu, a dalej saudyjską Saudią do Dżakarty. Wiosną 2026 roku rozgorzał jednak konflikt izraelsko-irański, skutkujący odwołaniem lotów na Bliski Wschód. Zmuszony byłem zatem zmodyfikować plany i zamiast do Kuwejtu polecieć z Pragi do znanej mi już gruzińskiej stolicy Tbilisi, gdzie spędziłem całe 2 dni. Z Gruzji chińska linia China Eastern zabrała mnie do Dżakarty z długą 7-godzinną przesiadką w również znanym mi już Szanghaju, dzięki czemu mogłem choć na chwilę wyskoczyć na miasto.

Po jednodniowym pobycie w Dżakarcie podróż przebiegała już planowo – przelot z Dżakarty do Sydney zapewnił mi australijski przewoźnik Qantas, a po trzydniowym pobycie w Australii poleciałem tanią linią Jetstar Airways do Auckland w Nowej Zelandii. Ogólnie uważałem, że Nową Zelandię można sobie odpuścić w czasie tamtejszej zimy, ale fidżyjski narodowy przewoźnik Fiji Airways zaproponował mi znacznie niższą cenę za lot na Fidżi i powrót do Honolulu na Hawajach, jeżeli wylot następował z Auckland, więc tak oto włączyłem jednak Nową Zelandię do moich planów podróżniczych.

Wspomniana linia Fiji Airways ma bardzo rozbudowaną siatkę połączeń w rejonie Pacyfiku, stąd też jest to linia pierwszego wyboru w tej części świata. W tej sytuacji było też dla mnie oczywiste, że to właśnie hub tej linii – miasteczko Nadi na głównej wyspie fidżyjskiego archipelagu Viti Levu będzie miejscem mojego pobytu w Oceanii.

Spędziwszy dwa pełne dni na Fidżi, poleciałem do Honolulu w amerykańskim stanie Hawaje. Po zwiedzeniu tegoż miasta w dalszą drogę do San Francisco zabrały mnie linie Alaska Airlines, które niedawno przejęły przewoźnika Hawaiian Airlines, od którego jeszcze kupowałem bilety.

Kolejnym etapem podróży miała być już szwajcarska Genewa, dokąd miałem dostać się z San Francisco przez Paryż dzięki połączeniu Air France. Bilet na tej trasie kupiłem za mile pieczołowicie zebrane w programie lojalnościowym Flying Blue. Traf chciał, że akurat ten lot został jednak w ostatniej chwili odwołany z powodu usterki silnika. Kupiłem zatem od razu na ten sam dzień bilet od LOT-u bezpośrednio do Warszawy, rezygnując z pobytu w Genewie. Air France grzecznie wypłacił potem unijną rekompensatę 600 EUR, co w zasadzie pokryło ten dodatkowy nieprzewidziany wydatek. Dostałem też oczywiście zwrot mil, które nadal pozostają zatem do mojej dyspozycji na przyszłe podróże. Całość kosztów biletów lotniczych, uwzględniając zmiany, zwroty i rekompensatę wyniósł około 8,5 tys. złotych.

Tak oto powstała trasa mojej blisko 3-tygodniowej podróży, przedstawiona na mapie powyżej. Pełny koszt wyprawy zamknął się w granicach 15 tysięcy złotych.

Wizy i inne wymogi

Wiza do Gruzji – niewymagana, jednak od niedawna teoretycznie istnieje wymóg wykupienia ubezpieczenia podróżnego na cały okres pobytu. Wykupiłem je na stronie GPI Vienna Insurance Group. W praktyce nikt mi tego nie sprawdzał – ani na lotnisku przed wylotem ani w Gruzji przy przekraczaniu granicy.

Wiza do Chin – aktualnie niewymagana, w czasie mojej podróży obywatele polscy korzystali z tymczasowo zniesionego obowiązku wizowego. Nie oznacza to jednak bynajmniej braku formalności, ponieważ na miejscu należy wypełnić odpowiedni elektroniczny formularz.

Wiza do Indonezji – wymagana. Możemy ją otrzymać po przylocie na lotnisku lub wykupić wcześniej przez Internet w indonezyjskim serwisie wizowym. To jednak nie koniec formalności, ponieważ najpóźniej na trzy dni przez wylotem konieczne jest wypełnienie specjalnej elektronicznej karty wjazdu i okazanie urzędnikom imigracyjnym wygenerowanego kodu QR.

Wiza do Australii – nie jest wymagana tradycyjna wiza wklejana do paszportu, jednak należy postarać się o specjalne bezpłatne elektroniczne pozwolenie na wjazd (tzw. eVisitor), o które aplikujemy online. Pozwolenie to jest ważne przez 12 miesięcy od daty wydania i umożliwia w tym czasie wielokrotny wjazd do Australii, za każdym razem na okres nieprzekraczający 3 miesięcy. Na lotnisku w Australii czeka nas też dość szczegółowa kontrola fitosanitarna - konieczne jest wypełnienie specjalnego formularza i udzielenie odpowiedzi na temat naszego ewentualnego pobytu na łonie dzikiej przyrody, kontaktu ze zwierzętami hodowlanymi, wwożonych przedmiotów itp. Wszystko po to, żeby chronić rodzimy, australijski ekosystem przed obcymi roślinami i szkodnikami.

Wiza na Fidżi – nie jest wymagana, obywatele polscy wjeżdżają do tego wyspiarskiego państwa wyłącznie na podstawie paszportu.

Wiza do Nowej Zelandii – podobnie jak w przypadku Australii wymaga się tylko elektronicznego pozwolenia na wjazd (tzw. NZeTA). Tym razem jest ono płatne, a wraz z NZeTA konieczne jest także poniesienie opłaty na ochronę środowiska. Za całość zapłacimy 123 NZD, czyli coś koło 260 zł. Otrzymany dokument uprawnia do wielokrotnego wjazdu do Nowej Zelandii przez okres 3 lat. Oprócz wykupienia NZeTA najwcześniej na 24 godziny przed wylotem należy też wypełnić specjalną elektroniczną deklarację wjazdu, zawierającą zasadniczo te same pytania, co deklaracja australijska (tym razem nie ma jednak możliwości wypełniania deklaracji w formie papierowej).

Wiza do Stanów Zjednoczonych – obywatele polscy co do zasady wjeżdżają do USA w celach turystycznych na podstawie elektronicznej autoryzacji podróży, którą wykupimy w dedykowanym serwisie ESTA. Niestety nie dotyczy to osób, które po 2011 roku wjechały do jednego z kilku krajów, z którymi USA nie utrzymują zbyt przyjacielskich stosunków. W ten sposób mój pobyt w Iranie w 2014 roku wykluczył z mnie z ułatwionego wjazdu do USA i musiałem postarać się o normalną wizę wklejaną do paszportu w Konsulacie USA w Warszawie. Wiązało się z wypełnieniem odpowiedniego formularza na stronach amerykańskiej administracji rządowej, poniesieniem wysokiej opłaty 185 USD i odbyciem rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym w konsulacie. Na szczęście tak uzyskana wiza jest ważna na 10 lat i uprawnia do wielokrotnego przekraczania granicy.

Relacja z podróży (w przygotowaniu)

W czasie mojej podróży odwiedziłem następujące kraje:

Forum Viatoris – strona główna

O nas